Z nową Zeldą mam problem. Tylko jeden, na szczęście

The-Legend-of-Zelda-A-Link-Between-Worlds-Logo-With-Master-Sword

The Legend of Zelda — dotychczas prawdopodobnie jedyna tak bardzo niedoceniana i omijana przeze mnie szerokim łukiem seria ze stajni Nintendo. Poza przelotnym romansem ze SNESowym A Link to the Past było nam bardzo nie po drodze. Mimo wielokrotnych prób, nigdy nie udało mi się wciągnąć ani w Ocarina of Time, ani Majora’s Mask. Przypięto mi nawet łatkę hejtera i buca, kiedy śmiałem wytknąć i ponarzekać grzechy ostatniej dużej odsłony — Skyward Sword w recenzji na NiezgranychTwilight Princess w ogóle puszczę w zapomnienie, podobnie jak debiut serii który jest na tyle hardkorowy, że obecnie można go raczej traktować w ramach ciekawostki zgłębianej z poradnikiem w dłoniach; zaś z innymi kieszonkowymi odsłonami nie miałem za wiele do czynienia. Za to napędzany bardzo pozytywnymi emocjami związanymi z LTTP i bardzo ciepłymi słowami Beniamina Durskiego, dałem szansę najświeższej odsłonie, która to jest duchowym spadkobiercą hitu z Super Nintendo: A Link Between Worlds.Legend-of-Zelda-Link-Between-Worlds-4

I absolutnie tego nie żałuję. Bawiłem się znakomicie, na tyle, że od gry — dosłownie — oderwać się nie mogłem. Część świata wyglądała znajomo, inna — niekoniecznie. Zelda, jak to Zelda. Zwiedzanie mapy, wykonywanie zadań, ciachanie mieczem, zmaganie się z zagadkami, strzelanie z łuku i wykorzystywanie innych dostępnych nam akcesoriów. Do tego opcja drobnego udoskonalenia naszego ekwipunku, starcia z bossami, mini-gry i kilka zadań pobocznych. Jedyną rewolucją (choć bliżej jej do ewolucji) jest unikatowa (ale i bardzo fajna!) dla tej odsłony możliwość wtapiania się bohatera w ściany i wędrowania po nich, jeśli na drodze nie są rozstawione czy zawieszone żadne przeszkody. Poza tym to te same patenty.

a-link-between-worlds-1

I okazuje się, że takowe mogą bawić. I wciągać. Nie frustrować, a w końcu sprawić, żeby nawet taki buc i plujący jadem w stronę Świętej Serii typ jak ja mógł ją docenić i przez kilkanaście godzin mieć problem, by dać choćby chwilę odpoczynku swojej konsolce.

Przede wszystkim: NARESZCIE nikt nie każe mi robić tego samego kilka razy. Nie kręcę się w kółko, nie odkrywam tylko po to, aby cały nakład pracy z ostatnich kilkunastu godzin zabawy poszedł w zapomnienie, bo innych pomysłów na przedłużenie gry autorzy nie mieli. Dzięki temu nie mam czasu na nudę. W linii fabularnej czeka na nas coś w rodzaju 11 rozdziałów, bo właśnie tyle jest dungeonów. Większość z nich wymaga wykorzystania innej umiejętności, akcesoriów i techniki. Tych nie zdobywamy według widzimisię autorów, a po prostu kupujemy je / wypożyczamy. Nareszcie Zeldzie udało się zachować świeżość nie tylko w jednej piątej czasu jej trwania, ale po całości. I chwała za to. Same zagadki zaś są… w sam raz. Kilka razy przyszło mi zwolnić i zastanowić co robię nie tak, ale w tej kwestii jest bardzo sprawiedliwie.

a-link-between-worlds-2

Kolejna sprawa: długość gry. Ja wiem, że speedruny z innych odsłon udowadniają, że to krótkie gry. W praktyce jednak nikt normalny, albo po prostu chcący cieszyć się faktyczną grą, nie da rady załatwić Link to the Past w trochę ponad godzinę. Tych 16-19 godzin to standard, zresztą tak też prezentują się dane zgromadzone przez serwis How Long to Beat. I może właśnie na tym polega mój problem z Okaryną, która jest średnio ok. 10h dłuższa. O Skyward Sword (38h, serio?!) czy Twilight Princess (37h, ugh) nawet nie wspomnę. Tutaj dostajemy fajną, nieustannie dającą frajdę zabawę na ok. 15h — i to w pełni satysfakcjonujący czas. Jeżeli się wkręcicie i zechcecie odkryć wszystko co dla nas przygotowali twórcy, z pewnością zajmie Wam to ok. 25–30 godzin. Mi wystarczyło blisko osiemnaście, mówię pass.

Jeżeli chodzi o oprawę i klimat, mucha nie siada. Nintendo pamięta jak się robi gry z duchem, także o to możecie być spokojni. Ścieżka dźwiękowa również fanów raczej nie zaskoczy, a co najwyżej pozwoli wrócić myślami do starych, dobrych czasów.

z

Gdzie zatem tkwi mój problem z nową Zeldą, o którym jęczę w tytule? Ano, że tak długo kazano mi czekać na dobrą odsłonę tej serii. Przez lata mamili nas rozwleczonymi, nudnymi historiami dla fanbojów, a nie grami dla ludzi. I problem ten zrobi się niezwykle nieprzyjemny, jeśli okaże się że kolejna duża odsłona jaką zaserwują nam na stacjonarnych konsolach znowu będzie nudną, rozwleczoną papką dla fanbojów, a nie grą dla normalnych ludzi. Miejmy jednak nadzieję, że to się nie stanie. Życzę tego nam wszystkim.

Reklamy

Dołącz do dyskusji

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s